Jak to jest z tą dwujęzycznoscią dzieci?

Byłam dziś na urodzinach z Mią u jej kolegi z klasy. Dwie godziny szaleństwa na kulkolandzie i dwie godziny dla mamy, na podreperowanie stosunków społecznościowych, czytaj: interakcji z innymi rodzicami . Na wejściu zauważyłam znajomą, dosiadłam się do niej i tak sobie gadałysmy o wszystkim i o niczym. Ja Polka, ona Słowaczka, wspólnego mamy ze sobą wiele. Zeszłyśmy na temat dwujęzyczności naszych dzieci. Pomyślałam, że to temat warty wspomnienia tu, na blogu.

Krąży wiele teorii na temat dzieci wychowujących się w domach, gdzie królują dwa języki. Dwie z nich wydają się toczyć ze sobą ciągłe walki. Pierwsza twierdzi, że dwujęzyczność to dar dla rozwijającego się malucha, że oba języki są zwyczajną codziennością i absolutnie nie powodują u dziecka żadnego opóźnienia w mowie i nie kolidują ze sobą w żaden sposób. Dziecko naturalnie oddziela języki od siebie i rozmawiając potrafi przeskakiwać z jednego na drugi w zależności od okoliczności. Druga teoria, która jest naukowo nie potwierdzona, głosi, że dzieci dwujęzyczne mają opóźnioną mowe i trudności z nią. Nie wypowiadają odpowiednio słów, nie ma języka przodującego, który byłby tym pierwszym i mocniejszym językiem.

Jak to jest faktycznie? Opowiem Wam jak było i jest u nas…

Na pytanie, czy mówię do Mii po polsku, odpowiadałam zawsze w ten sam sposób. „Oczywiście, że mówię, nie wyobrażam sobie, żeby Mia nie umiała się dogadać z babcią, dziadkiem czy kuzynostwem w Polsce”. Liczenie i kolory były zawsze po angielsku, to fakt, ale cała reszta po polsku. Ilekroć byliśmy w PL, zawsze wracałam z tuzinem książek, na półce królują wszystkie klasyki. Tuwim i Brzechwa, moi ulubieńcy, których jako dziecko kochałam czytać i znałam twórczość na pamięć. Wyobrażałam sobie, że Mia będzie taka sama, bo przecież to mój charakter, mój temperament, moja kalka. Czytałam namiętnie te książki przed każdym snem. Całymi dniami mówiłam po polsku, dopiero po 17, po powrocie męża z pracy, przestawialiśmy się na angielski. Minął rok a potem nastepny. Mia miala dwa latka i umiała wypowiedzieć zaledwie kilka słów i to nawet nie do końca wyraźnie. Pamiętam jaka oburzona wróciłam po spotkaniu sprawdzającym rozwój dziecka w wieku dwóch lat, kiedy pani stwierdziła, że Miśka potrzebuje pomocy z komunikacją. Tłumaczyłam, że ona przecież ma dopiero dwa lata, że w domu dwa języki, że jeszcze ma czas. Chodziłam na play grupy, widziałam, jak dzieci w jej wieku zaczynają mówić, mówią, ale ja obiecałam sobie dawno temu, że nie będę porównywać. Rozwój dziecka to nie wyścig. Wszystko przyjdzie w swoim czasie. Chciałam czekać na ten jej odpowiedni moment.

Poszłyśmy za jakiś czas na kolejne spotkanie z inną panią, która miała bardziej luźne podejście do sprawy. Podzielała moje zdanie, czym bardzo sobie u mnie zaplusowała. Powiedziała, że nie ma się czym martwić, że zacznie mówić jak będzie gotowa. Wróciliśmy do naszej polsko-angielskiej codzienności. Miesiące uplywały a my czekaliśmy na każde nowe słowo jak na zbawienie. Niewiele ich przybywało. Nadeszły święta Bożego Narodzenia, Mia miała prawie 3 lata, porozumiewała się bardziej na migi niż werbalnie. Jaśko miał dwa tygodnie wolnego. W domu zakrólował tylko język angielski. Po kilku dniach Mia zaczęła wypowiadać nowe słowa, coraz więcej, coraz częściej. Wciąż musiała dużo gestykulować, ale jej mowa zdecydowanie się rozwijała. Patrzyliśmy z Jaśkiem na siebie z ulgą a na Miśkę z dumą. W końcu nadszedł ten jej, tak długo wyczekiwany czas. Święta minęły, Jaśko wrócił do pracy a ja wróciłam do języka polskiego. Mia znów się zablokowała, wszystko wróciło do punktu wyjścia. Gesty znów stanowiły główny środek komunikacji. Słowa, która zaczęła wypowiadać, jakby zostały wymazane z jej małej główki. To był moment, kiedy wiedziałam, że coś jest nie tak. Wiedziałam, że potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Musiałam coś zrobić, tym bardziej, że niedługo miała iść do przedszkola. Świadomość, że nikt nie zrozumie podstawowych potrzeb mojego dziecka mnie przeraziły.

Bardzo szybko zostało zorganizowane dla nas spotkanie z panią, która przyszła do nas do domu, żeby sprawdzić Miśki mowę. Usiadła na podłodze razem z Mią, w formie zabawy przeprowadziła test. Mii mowa była na poziomie dwulatka, była rok do tyłu. Rozplakałam się. Jak mogłam tak zaniedbać sprawę? Dlaczego cholera nie porównywałam do innych dzieci i nie wzięłam sprawy w swoje ręce wcześniej? Tysiące wyrzutów sumienia i bicia się z myślami. Czułam, że zawiodłam moja Misie po całej linii.

Mia uwielbiała, kiedy Lizzy do nas przychodziła „się pobawić „. Raz w tygodniu, przez cały rok szkolny, miałyśmy spotkania. Lizzy przynosiła że sobą zabawki adekwatne do danego „braku” Mii, dawała instrukcję na kolejny tydzień, co powtarzać, co robić, na czym się skupiać. Kazała mówić również po polsku. Ja jednak w tym czasie przestałam. Chciałam żeby moje dziecko mówiło, już nie było ważne w jakim języku. Oby tylko zaczęła mówić.

Myślę, że ten okres czasu, w którym używałam jedynie angielskiego w domu, równolegle z angielskim w szkole bardzo pomógł w całym procesie uczenia się mowy. Mia wypowiadała coraz to nowe wyrazy, zwroty. W końcu przyszedł i czas na pełne zdanie. Widziałam piękny postęp i również zmianę w niej samej. Już mniej się irytowała i złościła, bo umiała określić czego potrzebuje, co chce robić. Zaczynaliśmy rozumieć co do nas mówi. Ja natomiast zaczynalam znów wdrażać język polski.

Dziś Mia nie tylko mówi, ale i pyskuje na całego. Myślę, że spokojnie odnalazłaby się w roli przekupki na targu. Oczywiście wszystko to w języku angielskim. Język polski kuleje, nie ma z nim żadnej „łączności”, przestałam już nawet czytać polskie książki, bo nie umie się na nich skoncentrować. Czasem jak używam zwrotów, słów, których na codzień nie słyszy i nie może rozkminić o co mi chodzi, powie mi, żebym sobie pojechała do Polska do babci i tam rozmawiała po „Polska”. Jest mi przykro cholernie, bo nawet nie próbuje mówić w moim języku, nie chce powtarzać słów, wcale nie jest zainteresowana. Z babcią i tak się dogada jak twierdzi, bo babcia według niej ją zawsze rozumie i to jej wystarczy. Mi niekoniecznie, nie poddaje się. Może któregoś dnia mnie zaskoczy.

Mój syn natomiast, obecnie ma dwa lata. Zupełnie inny rozwój komunikacji. Zaczyna skladać zdania. Fakt, angielski jest pierwszym wyborem, ale powtarza po polsku, próbuje, mówi. MÓWI. On mówi. Rozumiemy go. Ile oszczędziło nam to złości i frustracji. Ma w życiu oba języki od samego początku.

Dzieci są różne. Każde z nich rozwija się inaczej, potrzebuje innych bodźców. Każde z nich idzie własną drogą, my jej za nich nie przejdziemy, możemy jedynie pomóc. Jeśli gdzieś w głębi czujesz, że „być może” Twoja perła potrzebuje tej pomocy, idź i mu jej udziel. Nie czekaj na ostatnią chwilę. Nie słuchaj co mówi wujek gugle, On nie zna Twojego dziecka tak dobrze, jak Ty sama. W życiu nie ma tylko białych i czarnych kolorów, tak jak i nie ma dzieci, które popadają tylko w dwie kategorie. Każde z nich jest indywidualnym małym człowiekiem, który próbuje zrozumieć i pojąć Świat. Świat, w którym czasem może dziać się za dużo. Dwujęzyczność jest piękna, ale może być i okrutna. Dla mojej córki była conajmniej podła. Dla mojego syna na dzień dzisiejszy, jest bardzo naturalna i dobra. Nie udzielam rad, bo nie jestem do tego wykwalifikowana. Proszę Cię jednak Mamo o wczytanie się w swoje dziecko, obserwację i czasem to porównanie z innymi dziećmi. Dziś wiem, że gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym wiele rzeczy inaczej. Zdecydowanie szybciej poprosiłabym o pomoc, która tu w UK jest naprawdę w zasięgu ręki. Posłuchałabym również Lizzy, która ciągle mi powtarzała: „mów do niej po polsku”.

7 myśli na temat “Jak to jest z tą dwujęzycznoscią dzieci?

  1. Ile razy wspominalam juz, ze mamy wiele wspolnego? Juz nie pamietam, ale powyzszy tekst jest tego jedynie dowodem. Moj syn tez nie mowi po polsku, tez mial opozniona mowe! Napisalam o tym u siebie na blogu, wiec zamiast wszystko powtarzac w komentarzu, zapraszam Cie do przeczytania mojego tekstu, a co wazniejsze- komentarzy do niego, bo wiele osob zabralo w tej sprawie glos. Ciesze sie, ze o tym napisalas. Az serce rosnie, kiedy sie okazuje, ze druga osoba przechodzila przez cos podobnego. Najsmutniejsze jest to, ze jedyna osoba, ktora ma mi za zle to, iz moj syn nie mowi po polsku, jest moja mama! Pomimo ze tez mieszka w Anglii i mowi bardzo dobrze po polsku, wiec to nie jest tak, ze odebralam jej mozliwosc komunikacji z wnukiem. Ona ciagle wspomina o „innych polskich dzieciach, ktore mowia po polsku”. Tylko ze wszystkie te dzieci maja polskich rodzicow… Wiec nic dziwnego, ze mowia!

    https://burzatumblemind.wordpress.com/2017/12/14/moje-dziecko-nie-mowi-po-polsku/

    Polubienie

    1. Wiem, co czujesz. Moja mama ciągle mi powtarza to samo. Boli mnie to cholernie. Mam jedynie nadzieję, że jak zobaczy i usłyszy jak syn mówi, to mi odpuści trochę. W końcu do obojga mówię tak samo, tak samo wychowuje. Jedno nie mówi po polsku, drugie z polskim nie ma problemu. Nie wszystko, jest moją winą..
      Ogarnę obiad i zerknę w końcu na tego Twojego bloga 🙂

      Polubienie

      1. Mama mieszka w Polsce, niestety, nie mówi po angielsku. Diskanale rozumiem jej punkt widzenia. Jest jej przykro, że nie może sobie swobodnie pogadać z wnuczka. Mnie jest po stokroć bardziej przykro, jak widzę Mii twarz, kiedy zdaje sobie sprawę, że babcia jej nie rozumie. Tym bardziej, że ona niezmiernie kocha swoją „chapcie” ..

        Polubienie

  2. Ja samotnie wychowuje już teraz dwójkę dzieci. Tatuś jest w każdy weekend – Polak, ale przez pewien okres jak wyprowadzilam sie do Walii z Manchesteru, wynajmowalam pokoj z synem u mojego przyjaciela – anglika. Tymon przez te 3 miesiące mieszkania z nim zaczął naprawdę śmigać po angielsku. Przerazilo mnie to w jakim tepie lapie ten jezyk ! Odrazu znalazlam mieszkanie I kontynuowalam polski. Tymon miał wtedy zaledwie 2 lata i 2 miesiące jak znalazlam mieszkanie. Będzie miał teraz we wrześniu 4. Też na siłę wciskali mi pomóc w mówieniu jak mieszkalam w Manchesterze, bo przeciez w Anglii 2latki już mówią. Oczywiście że mówią bo angielski jest dużo prostszy i bardziej przyswajalnym językiem dla małego dziecka. No i jest to dużo łatwiejsze jak rodzice rozmawiają po angielsku. Ja tak jak Pani nie chciałam pomocy. Jak syn skończył 3 lata dalej mówił tylko wyrazy. Też był rok do tyłu. Ale wcale mnie to nie zasmucilo. Poprosiłam ta panią żeby powtórzyła po mnie parę polskich kolorów jak i innych wyrazów, np. samochód zamiar car itp. Pani zbladla, szczególnie jak policzyłam jej do dziesięciu. Teraz mój syn uwielbia język polski I wiem że jest to dzięki temu ze nie poprosiłam o ta pomoc. Nie ma człowieka który nie nauczyłby się mówić. Co więcej, my nadal mieszkamy w Walii. Mój syn chodzi od roku na 4h dziennie do przedszkola I ma dwa języki obce I po angielsku dopiero zaczął sklejac śmieszne zdania bo ciężko mu to przychodzi Ale każdy widzi duże postępy. Wiem że gdybym skorzystalabym z pomocy te 2 lata temu moj syn wybrał by język angielski jako 1 jezyk a polski by skleslil. Dlaczego by tak zrobil? Bo angielski jest latwiejszy i dla mnie Tymon nadal jest z angielskim na poziomje 2latka. Zaczyna nursery za 3 miesiące raptem. Czy się denerwuje ? Wcale. Każdy go wspiera i trafialam tutaj na fajne healthy visitor które od początku jak sie tu przeprowadzilam mówiły bym mówiła do dziecka tylko po polsku, bo angielski I walijski zalapie w szkole prędzej czy później, bo jak zacznę po angielsku go uczyć to już Po polsku nie będzie dobrze mówił. Jaki anglik przerzucilby się na język angielski tylko po to by czasem pogadać z babcia ? Żaden. Ale to moje zdanie. Wszystkie moje koleżanki podlegly presji jak moje dziecko sie dogada w nursery? Albo porownywaly do anglielskich dzieci. Nursery to przedszkole. W Polsce w tym wieku dzieci tylko się bawią I wtedy łapią z łatwością i przyjemnoscia język angielski w formie zabawy, bez presji, ale jak rodzic odczuwa presje to i dziecko soe martwi że nie rozumie. Ja cały czas mówię tymkowi jak bardzo jestem dumna jak powie nawet źle sformułowane zdanie po angielsku do kolegi bo wiem ile trudu w to wkłada I jestem pewna że rok jak pójdzie do szkoły będzie smigal po angielsku również:)

    Polubienie

    1. Witam. Dziękuję za długi i wartościowy komentarz. To prawda, język angielski jest dużo prostszym językiem i zdecydowanie łatwiej przyswajalnym. Niekoniecznie zgodzę się z tym, że mamy poddaja się presji. U nas nie było presji, to była moja własna decyzja, jak poprosiłam o pomoc. Myślę, że nie jestem jedyną, która tak postąpila. To nie ja również nakladalam jakakolwiek presję na dziecko, wręcz przeciwnie. Widzialam jak córka się męczy i denerwuje tym, że nikt jej nie rozumie. Płakała za każdym razem z ogromnym żalem. To była presja na mnie, nie odwrotnie. To był mój znak , że trzeba jej pomóc. Co do Tymka, jestem pewna, że angielski opanuje w nursery w locie ptaka. Dzieci są jak gąbki A otoczony tylko angielskim, będzie mówił bardzo szybko i w tym języku.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s